• Wpisów:1
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis:18 dni temu
  • Licznik odwiedzin:4 786 / 1109 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Stoję po środku niczego na zapylonej ziemi, która wydawała się emanować bladym światłem. Rozglądam się parę razy i idę krok na przód. Pył wzbija się w powietrze na jakieś pół metra i opada. Parę drobinek przyczepiło się do mojego ubrania oraz skóry.
- To jest chyba jeden z tych snów, w którym nic się nie dzieje a rano zapomina się o nich - pomyślałam.
Kolejne kroki, kolejne chmury pyłu, słyszę tylko odgłosy swoich kroków i oddechu. Po paru, może parunastu minutach pył się kończy, a moje kroki stają się odrobinę głośniejsze. Przez kilka chwil jeszcze idę, aż w końcu staję. Ciszę przerywa tylko mój cichy oddech. Cisza wydaje się taka nijaka. Podejrzewam, że niedługo zacznę mówić, albo nucić, do siebie bo oszaleję.
- Do przodu raczej już nic nie ma, za mną też raczej nie. W lewo czy prawo? - Zastanowiłam się na głos. - Zdecydowanie w lewo - postanowiłam i skierowałam się w wybranym kierunku.
Po raz kolejny rozbrzmiały moje kroki, przerywając tą koszmarną ciszę. Starałam się iść wybijając jakikolwiek rytm, kiedy usłyszałam coś na wzór śmiechu. Zaniepokojona stanęłam i chwilę nasłuchiwałam. Śmiech się powtórzył. Coraz bardziej przestraszona rozglądam się na boki, mimo to niczego nie zauważam.
- Liczę do trzech i się odwracam - pomyślałam.
Jeden...
Dwa...
Trzy!
Odwracam się i widzę lustro. Zwykłe, stojące lustro z drewnianą ramą. Chociaż nie wiem czy mogę je tak nazwać. Co prawda przedmiot odbija mnie ale, że tak powiem, moją młodszą wersję, jak jeszcze miałam długie, czarne, włosy. Obecnie mam krótkie w kolorze fioletowym. Co dziwne, przedmiot reagował tak jakbym to była ja. Ale ja nie byłam postacią z lustra. Podeszłam do przedmiotu i lekko dotknęłam zimnego odbicia. Gładka tafla szkła, bez żadnej rysy, nawet nie drgnęła, lecz pozostawiła nieprzyjemne uczucie chłodu, promieniujące przez całe ciało. Cofnęłam od niego rękę i zadrżałam. Uczucie chłodu nadal zostało.
- Co tu się dzieje? - Mruknęłam i odwróciłam się
Strach zaczął mijać, zastępowany przez obojętność. Znowu idę, kolejne kroki, kolejne przerywanie otaczającej mnie ciszy oraz kolejne próby wystukania rytmu. Myśli o tym kiedy sen się skończy zaczęły nawiedzać mój umysł. Kolejne chwile mijały a ja nadal nigdzie nie dotarłam. Lekko sfrustrowana odwracam się i prawie wpadam w lustro, które, nie wiem jak, stało za mną. Lekko zdziwił mnie fakt, że lustro było pęknięte, mniej więcej, na wysokości oczu. W miejscu pęknięcia brakowało kilku odłamków szkła. Podeszłam do przedmiotu, żeby mu się bardziej przyjrzeć i zauważyłam mały napis, który mnie zszokował:
Korey Cooper
Kłamczyni!
W internecie było już parę osób, które twierdziły, że nie jestem osobą za którą się podaje. Zawsze w tego typu postach były teorie na mój temat, które nigdy nie były prawdziwe. Ale jeszcze nikt nie napisał tego w tak prosty sposób, bez żadnego powodu. W myślach kłębi mi się pytanie:
To jest sen, koszmar czy jawa?
Ostatnie od razu odrzuciłam, przedmioty nie pojawiają się za ludźmi od tak. Sen czy koszmar. Chyba jednak koszmar. Cofam się od lustra i odwracam się. Przede mną stoi kolejne lustro. Sfrustrowana uderzam pięścią w szklaną taflę, rozbijając ją. Szkło upada na podłogę brzęcząc cicho. Niektóre kawałki nadal zostały w ramie. Czuję ostry ból w prawej ręce. Unoszę dłoń na wysokość oczu, oglądam ją i lekko się skrzywiam. Kilka drobnych ranek i zadrapań prawie nie krwawi, tylko cholernie boli. Syczę cicho, opuszczam rękę i rozglądam się wkoło. Kolejne dwa lustra wyglądają jakby szydziły ze mnie. Powoli zaczynam panikować. To co się tu dzieje jest na swój sposób...
P r z e r a ż a j ą c e.
Wzdycham cicho a dźwięk odbija się niczym echo. Zastanawiam się co zrobić. Wpadam tylko na jeden sensowny pomysł. Próbuję się obudzić ale nie potrafię, jakby coś mnie blokowało. Czuję się jakbym była nieprzytomna albo w śpiączce. Wydając, a nawet czując, się bezsilna odgarniam odłamki szkła i siadam na ziemi. Kulę się mocno w sobie i ciężko przyciskam czoło do kolan. Wiele emocji mną targa a najbardziej to bezsilność. Po prostu nie wiem co robić. Mam wrażenie jakbym tonęła w mroku, jakby on mnie przenikał, jakby wypełniał każdą komórkę w moim ciele. Czuję jakby ostatnia iskra nadziei tliła się pod moimi paznokciami. Potrząsam głową próbując opanować natłok myśli
- Korey, ogarnij się - mruknęłam do siebie wstając. - Chcesz tu nadal siedzieć czy coś zrozumieć?
Próbuję zebrać w sobie siłę żeby spojrzeć w lustra kiedy słyszę szept. Rozglądam się po bokach ale nic nie widzę. Lustra zniknęły, tak samo jak szkło. Szept z każdą chwilą staje się coraz głośniejszy i, co dziwne, coraz bardziej zrozumiały. Przerażona cofam się kilka kroków, kiedy dociera do mnie znaczenie słów.
Kim jest Korey Cooper?
Nie znam żadnej Korey.
Korey Cooper? Nie kojarzę.
Jest basista o nazwisku Cooper, ale Korey Cooper nie istnieje.
Nie istnieje taka osoba jak Korey Cooper.
Nie istnieję. Te dwa słowa, wypowiadane głosem Jen, odbijają się w mojej głowie. Kulę się w sobie i zakrywam twarz rękoma, próbując opanować oddech. To nie jest prawdziwe...
A może jest? Już nie wiem, wątpię we wszystko co przeżyłam. Nie wiem czy to, co widziałam jest prawdą czy fikcją. Zaczynam już wątpić czy na pewno istnieję, czy nie jestem czyimś wymysłem. Uderzam się z otwartej dłoni w policzek. Korene, ogarnij się. Ból powoduje, że skupiam się na otoczeniu. Rozglądam się, próbując znaleźć źródło głosu. Kątem oka zauważam kogoś. Odwracam się i czuję się jakby ktoś wylał na mnie wiadro zimnej wody. John, co ty tu robisz? Dzieli nas kilka, może kilkanaście metrów. Nie wiem co zrobić, więc wpatruje się w niego, a on we mnie. Nie mam pojęcia ile tak staliśmy, po prostu nie wiedzieliśmy co zrobić. Długo myślę co powiedzieć, lecz kiedy wymyśliłam usłyszałam od niego:
- Kim jesteś?
Moje serce pęka. Nie wie kim jestem. Korey myśl, myśl co zrobić. Wpadam na, chyba, najlepszy pomysł czyli obrączki. Jeżeli się mylę to nie wiem co zrobię. Zbieram się w sobie i mówię:
- John to ja, Korey. Twoja żona... Jeśli mi nie wierzysz, spójrz na swoją lewą rękę. Tam powinna być obrączka.
Każde słowo mówiłam cicho, a ostatnie zdanie ledwo wyszeptałam. Mężczyzna zrobił to o co go prosiłam, obejrzał swoją rękę. Nie było na niej obrączki. Gorączkowo oglądam swoją rękę lecz obrączki też na niej nie ma. Podnoszenia wzrok i nie widzę Johna. Odwracam się dookoła ale go nie ma.
Zniknął
Rozbrzmiewają kolejne głosy, tym razem przerażające:
- Dlaczego to ona musiała zginąć a nie ja! Dlaczego Korey, dlaczego?
Momentalnie rozpoznaje głos. Słyszę w jej głosie, że ledwo powstrzymuje się od płaczu. Jen, co się stało?
- Czasu nie zmienimy... Ona nie wróci.
Kolejny głos, tym razem męski. Czyżby Seth? Brzmiał bezsilnie i smutno.
- Mówiłem jej, żeby nie szła sama. Gdyby posłuchała, nadal by żyła.
Przy tych słowach płacze. Zakrywam uszy rękoma, łkając. John, Seth, Jen przestańcie.
Przestańcie!
- Przestańcie!! - krzyczę w przestrzeń i zaczynam biec.
Chcę uciec od głosów, biegnę na oślep przed siebie. Oddalam się od tamtego miejsca, mimo to głosy nie cichną tylko, mam wrażenie, przybierają na sile.
- Biegnij przed siebie i nie zwalniaj! To się kiedyś skończy! - Wręcz krzyczę w myślach.
Nie zatrzymuje się ani razu, nie rozglądam się. Tylko biegnę przed siebie. Wszystkie negatywne emocje mną targają. Psychicznie jestem wykończona, to mnie wykańcza. Nie zauważam, kiedy znowu zaczynam łkać. Mocno zwalniam, prawie się zatrzymuje i pozwalam łzom płynąć. Oplatam ramiona dłońmi, coraz głośniej płacząc. Czuję, jak łzy tworzą ścieżki od oczu do podbródka i skapują na podłogę. Raz za razem pociągam nosem. Korene, musisz się w końcu ogarnąć.
M u s i s z.
Trę oczy dłońmi, ostatni raz pociągam nosem i znowu biegnę. Nie wiem gdzie, po prostu biegnę, byle przed siebie. Coraz szybciej, coraz bardziej bezmyślnie. Po prostu uciekam od myśli, od wszystkiego, żeby zapomnieć o wszystkim. Nogi zaczynają mi się plątać, potykam się o nie. W pewnym momencie upadam. Przygotowywuję się na upadek, lecz on nie następuje. Zamiast niego lecę w dół, w przepaść. Próbuję krzyczeć, ale z ust nie wydobywa się żaden dźwięk
***
Zrywam się z łóżka, oddychając jakbym się dusiła. To nie była prawda, to był tylko koszmar. To był tylko koszmar...
T y l k o k o s z m a r.
Wspomnienia ze snu zamazują się, niedługo o nim zapomnę. Oby jak najszybciej. Miejsce obok mnie porusza się, musiałam niechcący obudzić Johna. Nadal roztrzęsiona słyszę ciche:
- Korey, co się stało?
Nieliczne wspomnienia snu jeszcze błądzą po moim umyśle, nie ma co ich opowiadać, przynajmniej tak sądzę.
- Tylko koszmar - odpowiedziałam, nie pewna swoich słów, na wpół do siebie, na wpół do Johna.
Mężczyzna raczej wyczuł zawachanie w moim głosie. Przysunął się bliżej mnie i objął mnie ramieniem.
- Tylko koszmar? - powtórzył, chcąc się upewnić.
- Tylko koszmar - potwierdziła, nadal wątpiąc w swoje słowa.
Mężczyzna o nic już nie pytał tylko mocniej mnie objął, dając poczucie bezpieczeństwa. A może tylko złudnego bezpieczeństwa, sama nie wiem. Lekko gładził dłonią moje ramię sprawiając, żebym się relaksowałam. Nawet nie wiedziałam o tym, żebym jestem spięta. Po prosty przerażenie blokowało inne uczucia. Negatywne emocje opuściły mój umysł, pozwalając spokojnie pomyśleć. Czasami zastanawiam się kim bym była gdybym nie znała Johna. Nigdy mnie nie blokował, pozwalał być sobą. Teraz wiem, że nie tylko nie byłabym Korey Cooper.
Nie byłabym s o b ą.

Opowiadanie z wattpada mojego autorstwa
Konto z oryginałem: koteczka66
  • awatar Gość: @Panhead: swoich ludzi? Przecież to ty podszywasz się pod tego niby Tostera i robisz z siebie jeszcze większą beke myślisz że kto głupi i się nie zorientuje? Ale ty karynisz hahahaha tej a jak faktycznie to jakiś twój człowiek to typowy Seba zero inteligencji i polotu, śmiech i wstyd, leszcz i chyba ped bo na faceta toto nie rokuje hahahaha A co do Ciebie to pisz no np. o normalnych sprawach a nie sil się na opowiadania czy bajki bo zero talentu smaku i polotu. No nuda aż boli. Tej a co ty wgl masz z polaka, miare?
  • awatar Panhead: @gość: Zanim poleje się krew/wybuchnie większy shitstorm zdefiniuj co powinnam dodawać, żeby to było dla ciebie normalne Ps: Mam swoich ludzi tutaj
  • awatar Gość: @Toster: Nie wiedziałeś? No widzisz sebixie a mnie bez trudu przyszło się zorientować z kim mam do czynienia hahahaha błaaaaaahah uhuhuhuhuhuhu
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›